Jazz Bez


X MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL "JAZZ BEZ"

W ramach X edycji Międzynarodowego Festiwalu "Jazz Bez" organizowanego przez Stowarzyszenie Artystyczne Dzyga ze Lwowa - dnia 11.12.2010 roku w Nowicy odbył się koncert polsko-ukraińskiego projektu "PORTRETY". Współtwórcą tego projektu jest Roman Ros. W roku 1989 grał w znanym na Ukrainie zespole „Mertwyj Piweń”. Pracował w studiu Młodzieżowego Teatru Lwowskiego. Zwycięstwo w konkursie „Pielgrzym słowiański” w moskiewskim teatrze Wasiljewa zaowocowało stażem w Ośrodku Teatralnym Jerzego Grotowskiego w Ponteder (Włochy). Muzyczny projekt „Closed Mountains”, nagrany w Brześciu zdobył wyróżnienie krytyków. Koncertował we Francji z udziałem znanych francuskich muzyków na festiwalu „Luisances sonores-2” . Na ukraińskim festiwalu-konkursie „Kulturny heroj” w r. 2001 w Kijowie zdobył wyróżnienie wraz z Jurijem Jaremczukiem i Natalką Połowynką (Ukraina). Pierwsze przedstawienie z cyklu „Portrety” z Oksaną Cymbal w Teatrze im. Lesia Kurbasa we Lwowie. Brał udział i grał w przedstawieniu „Niszczo”(„Nic”) według sztuki Myroslawa Jahody w teatrze „Nebo” we Lwowie. Publikowanie poezje i prozę. Brał udział w wielu projektach artystycznych m.in. „Kobieta-ryba” z Hugonem Jairmanem (Francja) i tancerką Naomi Moutoh (Japonia), „Koniec dla skrzypiec” w Saint-Tropez (Francja), „Organy dla wiatru” na górze Wysoki Werch (Ukraina),„Agorafobia” w obwodzie Tarnopolskim (Ukraina), prezentacja którego odbyła się w galerii „Dzyga” we Lwowie w 2004 i w Polsce w kopalni soli "Wieliczka" z Yurijem Yaremchikiem i Zorianą Ros’ w roku 2007. W Nowicy wystąpił w składzie z Zorianą Ros, Wacławem Zimplem i Robertem Kusiołkiem.


2009

Skąd jazz w Nowicy? Otóż w październiku 2009 r. odbyłem z Krzyśkiem Sawickim podróż do Lwowa. Z Warszawy wyjechaliśmy późnym popołudniem, licząc na to, że zdążymy na koncert zespołu "ShockolaD", który tego dnia odbywał się w kawiarni "Dzyga" (pol. bączek), przy ulicy Ormiańskiej. Nie zdążyliśmy. Przyjechaliśmy tuż po jego zakończeniu. Czekał na nas szef "Dzygi" – Markijan Iwaszczyszyn, który - by nas pocieszyć - zaprosił na wernisaż „Wolnego słowa”, który odbył się następnego dnia w tym samym miejscu. We Lwowie byłem trzy dni, które wypełniły spotkania z malarzami, scenografami, fotografikami i muzykami związanymi ze środowiskiem Dzygi oraz rozmowami z samym Markijanem. Już w czasie pierwszej rozmowy Markijan zaproponował, byśmy zastanowili się nad wspólnym przedsięwzięciem Stowarzyszenia Przyjaciół Nowicy i "Dzygi". Zapytałem – Kiedy, może latem? Markijan odparł, że nie warto tak długo czekać – w grudniu odbywa się Festiwal Jazz Bez – to dobry termin. Wyjął płachtę, na której kolejnym dniom były przyporządkowane zespoły i miasta. - Nie zdążyłeś na koncert, my przyjedziemy do Nowicy - powiedział. Próbowałem bronić się, mówiłem, że zima, że dojazd trudny, że o tej porze roku nie dopisze publiczność. Na co Markijan powiedział - Wiesz rozmawiałem z artystami, których gościliście na festiwalu INNOWICA, nie martw się, my dojedziemy i w zimie, wiem, że warto, nie są to najpoważniejsze przeszkody, z jakimi muszą mierzyć się organizatorzy Jazz Bez - zapewnił mnie.

I tak przystąpiliśmy do festiwalu, którego przesłanie sformułowało w 2000 r. kilku przyjaciół. A był to Janusz Czarski – ówczesny dyrektor Centrum Kulturalnego w Przemyślu, Krzysztof Sawicki – polski konsul generalny we Lwowie, Piotr Kozakiewicz – dyrektor Instytutu Polskiego w Kijowie, i oczywiście Markijan Iwaszczyszyn, który do dzisiaj szefuje „na Dzydze” i ciągnie na swoich barkach JAZZ BEZ. Oto oryginalny tekst manifestu, dokumentu, który się wcale nie zestarzał.Idea projektu polsko-ukraińskiego festiwalu jazzowego jest rozwinięciem formuły organizowanych przez Centrum Kulturalne w Przemyślu od z górą dwudziestu lat Mikołajek Jazzowych.Obecność ukraińskich muzyków w kolejnych edycjach tej imprezy, nawiązane w czasie wspólnych koncertów przyjaźnie, bliskość Przemyśla i Lwowa tworzą naturalne podstawy do realizacji nowego projektu, który pozwoliliśmy sobie nazwać... FESTIWAL JAZZ BEZ (Mateusz Sora)


Pragniemy, aby Festiwal JAZZ BEZ... 
wpisał się na stałe do kalendarza wspólnych polsko-ukraińskich 
działań kulturalnych BEZ granic – tych geograficznych 
i tych w muzyce, BEZ podziałów, po prostu BEZ...
Festiwal – co jest naszym gorącym zamierzeniem – 
ma odbywać się corocznie,a jego formuła jest otwarta,
jak otwarta jest nasza wspólna przestrzeń, 
europejska idea regionów!
Co więcej, pragniemy, aby Festiwal JAZZ BEZ... 
stał się sam w sobie przestrzenią,
którą wypełnią artyści i wszyscy ci, 
którym nie tylko bliska jest muzyka,
ale – a może przede wszystkim – bliski jest dialog.
DIALOG BEZ GRANIC!

Organizatorzy:

Centrum Kulturalne w Przemyślu
Konsulat Generalny RP we Lwowie
Instytut Polski w Kijowie
Stowarzyszenie Artystyczne Dzyga we Lwowie

Dana Vynnycka z „ShockolaD” o Nowicy
(z nieudolnym tłumaczeniem Adolfowicza)

Новиця – маленьке лемківське село заховане в долонях гір. Розташоване воно вздовж однієї дороги, з двох боків від якої оселилися дерев’яні хижі. Там настільки добре, що навіть собаки не гавкають лише говорять махаючи хвостами. Бо говорити вони мають про що – про людей, які кинули все і приїхали в цей маленький рай, забувши про місто, кар’єру, гроші та інші не варті уваги речі, про родину хіпі, які злилися з природою музикуючи, про художників і акторів, які приїжджають сюди, у пошуках лемківської музи, про хату, де народився Бог на санях, про деміурга Антонича і про те, як в неділю рано пам’ятаючи про свої гріхи люди дуть до церкви, щоб очиститися.

Лемківська церква – служба незважаючи не те, що там вже майже не залишилося українців, звучить староукраїнською. Старенька бабця співає Євангеліє її голос від віку має сильне вібрато, важко часом розібрати слова, але одне ти знаєш напевно, цей голос залишиться з тобою назавжди. Всі моляться за батька, за батька близького друга.

Вони собі уявляють як старий тішиться десь на хмарках, спостерігаючи за своїм сином і його дружньою ватагою.Зсередини нас зігрівають любов і мир, які пролилися на нас коли ми ступили до Новиці.


Nowica – maleńka łemkowska wioska ukryta w dłoniach gór. Rozłożyła się wzdłuż jednej drogi, a po obu jej bokach przytuliły się drewniane chyże. Tam na tyle dobrze, że nawet psy nie ujadają tylko rozmawiają merdając ogonami. Bo i mają o czym mówić – o ludziach, którzy porzucili wszystko i przybyli do tego maleńkiego raju, zapomniawszy o mieście, karierze, pieniądzach i o innych nieważnych rzeczach; o rodzinie hipisów, którzy – muzykując – jednoczą się z przyrodą, o malarzach i aktorach, przybywających tutaj w poszukiwaniu łemkowskiej muzy, o chacie, w której narodził się Bóg na saniach, o demiurgu Antonyczu, no i o tym, jak to ludzie w niedzielny poranek, pamiętając o swoich grzechach, idą oczyścić się do cerkwi.

A modlitwa w cerkwi łemkowskiej, choć pozostało tam już niewielu Ukraińców, i tak brzmi po staroukraińsku. Babcia starowinka śpiewa Ewangelię, a jej głos od wieków ma silne vibrato. Czasem ciężko rozebrać słowa, ale jedno wiesz na pewno, ten głos pozostanie z tobą na zawsze. Wszyscy modlą się za ojca, za ojca bliskiego przyjaciela. I wyobrażają sobie, jak staruszek cieszy się gdzieś na chmurkach, zerkając na swojego syna i jego watahę przyjaciół.

A od środka ogrzewa nas miłość i pokój, które zlały się w nas, gdy przywędrowaliśmy do Nowicy.

--------------------------------------

Nowica – jestem przekonany – to miejsce dobre i nowe zarazem, ciche, ale ruch tam duży. Z całego serca pragnę, aby te słowa zostały odebrane jako moja podzięka za to, w czym miałem przyjemność uczestniczyć 12 grudnia w Nowicy. Dziękuję bardzo zarówno mieszkańcom – miejscowym, jak i przybyszom, którzy znaleźli w Nowicy – mam szczerą nadzieję – nowe miejsce dla siebie, tym przybyszom, dla których ta wieś nie jest jakąś ucieczką, tylko uzupełnieniem ich dotychczasowego życia, ich pracy w jakiś odległych dużych miastach naszej części świata. Zapewne też przybysze wnoszą coś nowego do życia miejscowych Nowiczan, ale i uczą się czegoś nowego i wiozą to doświadczenie daleko – do ludnych i hałaśliwych wielkich miast i dzielą się tym czymś nowym z innymi.

Pamiętam, jak dziesięć lat temu rodziła się idea festiwalu „Jazz bez” – muzyka i muzykowanie bez granic, bez kordoniw, jazz no limits… A zrodziła się ta idea w głowach kilku Polaków i Ukraińców, w Przemyślu i we Lwowie, ludzi zarówno żyjących na pograniczu, jak i przybywających tam… A łączyło nas, i – jak widać – łączy nadal, przeświadczenie o imperatywie odtwarzania fenomenu pogranicza, w tak straszliwy sposób doświadczonego przez dwa totalitaryzmy XX wieku, rekonstrukcji i szczególnej ochrony tego, co jeszcze jest, fenomenu wieloetniczności i wielokonfesyjności, ale nade wszystko – wielka potrzeba bycia razem w tej wspólnej przestrzeni. A jazz? Cóż, on po prostu pomaga…

Koncert dwóch grup – „Nowicy 9”, przybyszy, ale już miejscowych, i „ShockolaD” ze Lwowa, też przecież miejscowych.Dobrze się stało, że koncert odbył się w ramach już IX edycji „Jazz Bez”. Nie trzeba było długo namawiać Markijana Iwaszczyszyna – szefa Stowarzyszenia Artystycznego „Dzyga” we Lwowie, na którym już od wielu lat spoczywa główny ciężar (ale za to jaka niebywała satysfakcja!!!) organizowania kolejnych edycji festiwalu. Opowiedzieliśmy Markijanowi z Mateuszem Sorą o tym, co to takiego wyprawia się w Nowicy i już. Przecież to pogranicze łaknące jazzu! W pewnym momencie zrobiło się nawet trochę niebezpiecznie… Podłoga w szkole łemkowskiej nie wytrzymałaby raczej ciężaru muzyków, aparatury i słuchaczy, no więc padło na starą chałupę, w której mieszkają miejscowi przybysze – muzycy z „Nowicy 9”. No i wszystko zagrało. Tylko trzeba było trochę sień ocieplić…

Przybysze miejscowi, jako pierwsi, zagrali dobrze, nikt nie zmarzł. Ale już dziewczyny ze Lwowa musiały się trochę lepiej opatulić, no i się zaczęło. Jak zwykle zagrali i zaśpiewali wspaniale, a piosenki łemkowskie na Łemkowszczyźnie brzmią jakoś tak inaczej… Nie wiem, jak to opisać, ale wiem, że inaczej, przecież widziałem już tę grupę kilkakrotnie.

I tu na zakończenie taki bardziej osobisty mój wątek… 13 grudnia wypadła trzydziesta rocznica śmierci mojego ojca, padło więc na Nowicę. Prawie prosto z grania nocnego poszliśmy do małej cerkiewki, która też nas jakoś pomieściła. A ksiądz już się postarał, żeby za mojego ojca pomodlić się trochę dłużej niż u braci łacinników.

Takie to było nasze spotkanie w Nowicy – przybyszów z miejscowymi, Ukraińców, Łemków, Polaków, czyli… wszystkich miejscowych. Nie pierwsze takie spotkanie i pewnie nie ostatnie.

Dziękuję!
Krzysztof Sawicki